Nasi żołnierze są chronieni bronią, lecz rodzina jest ich największym wsparciem. Często bohaterskim historiom ukraińskich obrońców towarzyszą równie bohaterskie historie ich żon, matek, córek i sióstr, które czekają na swoich bliskich z frontu. W tym, kiedy zdarzają się trudności z osobą bliską, walczą o jej życie, trzymają się za ręce w szpitalu, wspierają, opiekują się i wierzą w najlepsze, nawet gdy inni pozostają obojętni. Tetiana Komisarczuk, która ostatnie 1,5 roku życia poświęciła leczeniu i rehabilitacji męża po ciężkiej kontuzji, przekonana: „Jeśli za żołnierzem stoi silna kobieta, też będzie zachował swoją siłę”.
Małżeństwo mieszka w Tarnopolu i wychowuje 4-letnią córkę Yanę. Kiedy 14 października 2022 roku kobieta dowiedziała się o kontuzji ukochanego, życie pary uległo zasadniczym zmianom. „O godzinie 5-ej wieczorem do moich drzwi zapukali nieznajomi ludzie. Poinformowali mnie, że Artem jest ciężko ranny. Nie wiadomo jednak, gdzie obecnie znajduje się. Zaczęłam dzwonić do wszystkich znajomych, których znałam ze służby mojego męża. Późnym wieczorem dowiedzieliśmy się, że Artem przebywa w charkowskim szpitalu wojskowym, zapadł w śpiączkę”, przypomina ten dzień Tetiana.
Po czterech dniach żołnierz wyszedł ze śpiączki i zadzwonił do żony. Z karty wypisowej Tetiana dowiedziała się, że wszystkie części ciała Artema, za wyjątkiem prawej nogi, zostały poważnie uszkodzone. Wtedy rodzina rozpoczęła długą drogę powrotu bohatera do zdrowia przez różne szpitale i placówki medyczne w nadziei uratować życie męża.
„Przez 1,5 roku Artem przechodził leczenie w Polsce urażony rzadką infekcją, która zniszczyła tkankę kostną lewej nogi. Przeżył 130 operacji, za każdym razem 1-1,5 cm kości zostało odciętych. Kiedy choroba zniszczyła staw biodrowy, lekarze stwierdzili remisję. Aczkolwiek, wiedziałam, że z moim mężem coś jest nie tak, ponieważ zamiast zwykłej masy ciała 115 kg ważył 70 kg”, opowiada Tetiana.
Lekarze we Lwowie zalecali amputację kończyny, przecież antybiotykoterapia nie dawała rezultatów. Tetiana przekonała męża do podjęcia tego kroku. Podczas operacji Artem doznał wstrząsu septycznego, infekcja zaczęła rozprzestrzeniać się na wszystkie narządy – szanse na przeżycie były zerowe. Tetiana przypomina, że czuła się bardzo złe, ponieważ przekonała męża, żeby zgodził się na amputację.
Na szczęście Artem przeżył. Po amputacji lewej nogi choroba została przezwyciężona i mężczyzna zaczął stopniowo wracać do zdrowia. Jednak bardzo trudno było mu zaakceptować siebie z niepełnosprawnością, czyli złe reagował, gdy Tetiana oferowała swoją codzienną pomoc.
„Chciał się ze mną rozwieść, długo nie rozmawiał z córką. Po operacji nie chciał nawet wracać do naszego domu. Poczucie, że teraz jest niepełnosprawny i nie potrafi nawet ugotować żonie śniadania, zniszczyło go”.
Wszystko się zmieniło, kiedy mężczyzna doznał się o programie protetycznym fundacji Future for Ukraine w Stanach Zjednoczonych. W wiodącej amerykańskiej klinice MCOP Artem otrzymał zaawansowaną protezę lewej nogi według indywidualnych potrzeb. Przez 6 tygodni fizjoterapeuci i protetycy intensywnie pracowali z weteranem, żeby najlepiej przygotować go do chodzenia na protezie.
Przed powrotem Artema Tetiana dostosowała mieszkanie do potrzeb ukochanego. A kiedy mąż przywrócił się do domu, pierwszą rzeczą, którą zrobił, było przygotowanie śniadania dla żony.
Przez 1,5 roku intensywnego rytmu życia wyczerpało zdrowie emocjonalne i fizyczne kobiety. Z własnego doświadczenia Tetiana przekonała się, że rehabilitację niepełnosprawnych żołnierzy należy przeprowadzić razem z ich małżonkiem. W przeciwnym razie, jeśli kobieta traci nadzieje, mężczyzna zostaje bez wsparcia i choruje na depresję.
Praca wolontariacka i wyjazdy na pierwszą linię, komunikacja na żywo z żołnierzami na froncie pomogły Tetianie nie tracić ducha. W taki sposób kobieta znalazła zrozumienie i wsparcie. „Jakoś pomyślałam, że wśród cywilów nie mam nikogo, komu mógłbym wylać swoją duszę. Wszyscy zawsze mówili, że powinna myśleć o Artemie, teraz jest mu trudniej”.
Dziś Tetiana Komisarczuk z mężem marzy o otwarciu centrum rehabilitacyjnego w Tarnopolu, żeby pomagać innym weteranom w powrocie do zdrowia po wojnie. Marzy też o tym, by usiąść z rodziną do samochodu i pojechać na wakację. Córka bardzo chce podróż do Afryki. Tata obiecywał spełnić to marzenie dopiero po zakończeniu wojny.